Nowy gracz na franczyzowym rynku

Frytki Belgijskie z Krakowa szukają partnerów

Nowy gracz na franczyzowym rynku

Opublikowany

W Krakowie chodzi się na Frytki Belgijskie. Jednak twórcy marki - Mateusz Szpak i Łukasz Wilk - chcą, by mieli szanse spróbować ich także mieszkańcy innych miast w Polsce. Dlatego rozkręcają franczyzowy biznes i szukają partnerów w różnych regionach kraju. Są już chętni w Warszawie, Wrocławiu i Katowicach.

Firma istnieje na polskim rynku od 5 lat. Pierwszy punkt uruchomiła w grudniu 2013 roku przy ul. Wawrzyńca w Krakowie i nikt wtedy nie przypuszczał, że stanie się on miejscem kultowym.

- Znajomi pukali się wtedy w głowę. Koniec roku, ciemno, zimno, pogoda parszywa, ale nie poddaliśmy się. Rozgrzaliśmy frytownicę do czerwoności, a tłumy, jakie się do nas ustawiły były przerażające - wspomina początki Mateusz Szpak, jeden z współtwórców marki.

Firma zaczęła serwować frytki jakich do tej pory w Polsce nie było, których nie dało się pomylić z innymi.

- Mieliśmy misję - przyznaje Łukasz Wilk, drugi współwłaściciel. - Chcieliśmy przybliżyć mieszkańcom Krakowa smak prawdziwych frytek, robionych z belgijskich ziemniaków, według tradycyjnej receptury, na świeżym tłuszczu wołowym, smażonych w dwóch temperaturach, krojonych grubo i od serca. Wzorując się na nowojorskich ulicach, zamierzaliśmy zrobić najlepszy street food na świecie, gdzie prostota jedzenia łączy się z „uzależniającym” smakiem, który jest jak petarda. Plan nadal jest aktualny.

Dzisiaj, żeby na Wawrzyńca zjeść frytki trzeba odstać swoje w długim ogonku, a laurki klientów, takie jak ta z Google: „Frytki smakowo dorównują legendarnym belgijskim z La Maison Antoine. Kto jadł prawdziwe doceni :) - są na porządku dziennym. Posypały się też nagrody: w 2016 roku za najlepszy foodtruck pod Wawelem, dwukrotne zwycięstwo w internetowym plebiscycie „Zawstydź Obwarzanka” (2015, 2016), laury od czytelników „Dziennika Polskiego” w plebiscycie „Smaki Krakowa”. Z czasem „Frytki Belgijskie” stały się miejscem, do którego nie tylko przychodzi się dobrze zjeść, ale też spotkać się za znajomymi, pogadać w nieskrępowanej atmosferze, poopalać się na leżaczku.
frytałki-25.jpg
Przez pięć lat w stolicy Małopolski powstało siedem lokali. Dwa z nich założyli Sylwia i Jakub Poradzisz. Pierwszy otworzyli przy ul. Niemcewicza w kwietniu 2017 roku.

- Przed podjęciem decyzji kilka tygodni zastanawialiśmy się, analizowaliśmy, szacowaliśmy. Obserwowaliśmy też naszych przyszłych partnerów. Widzieliśmy, że nie oszczędzają na jakości, a obsługa jest na wysokim poziomie, że nie chodzi tylko o zysk, ale przede wszystkim o uczciwy produkt. - Sylwia Poradzisz jest mikrobiologiem. Kwestia jakości jedzenia jest więc dla niej pierwszorzędna. - Pracy było dużo, nerwów trochę też. Do znudzenia dzwoniliśmy do franczyzodawców z tymi samymi pytaniami. Zawsze dostawaliśmy wyczerpującą odpowiedź i pomoc.

Pierwsza inwestycja kosztowała małżeństwo ok. 100 tys. złotych (wliczając w to 19 tys. wstępnej opłaty franczyzowej). Firma stara się zapewnić partnerom jak największą elastyczność finansową. Klient ma do wyboru kilka opcji - zarówno, jeśli chodzi o rodzaj punktu jak i formy płatności. Poradziszowie wybrali wariant progów procentowych, których wysokość zależy od uzyskanego w miesiącu obrotu. Ta opcja  sprawia, że w słabszych, zimowych miesiącach opłata franczyzowa jest zminimalizowana, co jest bardzo korzystne finansowo dla nowego lokalu, dopiero budującego swoją historię i renomę. Sylwia i Kuba uzyskują regularny zysk i już w najbliższych miesiącach poniesiona inwestycja powinna się zwrócić. Po niecałym roku zdecydowali się więc na otwarcie drugiego punktu w popularnym streetfood parku „Dworek” przy ul. Pawiej 30 w Krakowie. Sprzedaż ruszyła w lutym.

- Za drugim razem było o wiele łatwiej i spokojniej - przyznaje Sylwia. - Wybraliśmy lokalizację, a po kilku tygodniach dostaliśmy klucze do urządzonego lokalu.  

Na tym - między innymi - polega odmienność franczyzowego pomysłu Frytek Belgijskich w Krakowie i jego przewaga nad innymi - jak najmniej angażować w przygotowania franczyzobiorców.

- Oczywiście trzeba wspólnie określić cel, przybliżyć szczegóły biznesowego konceptu, ale nasi partnerzy nie muszą wszystkiego robić sami - wyjaśnia Mateusz Szpak. - Bierzemy na siebie załatwianie projektów, pozwoleń, negocjacje z sanepidem i innymi instytucjami. Budujemy kontener, wyposażamy go, serwisujemy urządzenia, dbamy o branding. Po naszej stronie leży również kwestia dostaw produktów. Franczyzobiorcy przychodzą, kiedy lokal stoi na wybranym miejscu gotowy do użytku i tylko czeka na rozwinięcie markizy i rozgrzanie frytownicy. 

Potem na scenę wchodzi „opening team” czyli grupa najlepszych frytkarzy, którzy uczą nowych kolegów po fachu przygotowywania frytek oraz zasad obsługi. Są do dyspozycji przez cały ustalony w umowie czas. Rozwiązują na bieżąco problemy i odpowiadają na najdziwniejsze pytania. W tym momencie duże zaangażowanie franczyzobiorcy jest już niezbędne i wskazane. Sylwia Poradzisz wspomina, że szkolenie na temat tłuszczu i smażenia było bardzo szczegółowe, ale nie pozostawiało żadnych wątpliwości. Po roku działalności wie na ten temat naprawdę dużo. Dlatego już całkiem na spokojnie planuje wraz z mężem w najbliższych miesiącach otwarcie trzeciego punktu w Krakowie.
frytałki-89.jpg
frytałki-40.jpg

Kopiuj tekst

Udostępnij

Załączniki

Pobierz wszystkie

Frytki Belgijskie. MEDIA.doc

doc | 182 KB

Pobierz
frytałki-25.jpg

grafika | 4,43 MB

Pobierz
frytałki-40.jpg

grafika | 2,73 MB

Pobierz
frytałki-89.jpg

grafika | 1,91 MB

Pobierz
frytałki-85.jpg

grafika | 1,56 MB

Pobierz
Powiązane artykuły
NYCharm – nowa kolekcja Maral Trendy jest już dostępna

temu

Rytmiczny puls miasta, bijący nieustannie przez całą dobę. Wyznaczający trendy. Nadający ton. Rytm Nowego Yorku - metropolii, w której "niemożliwe" nie istnieje. Puls, który nigdy nie zanika. Czasem gwałtownie i dynamicznie przyspiesza, by na moment zwolnić, chwytając ulotne chwile zasłużonego relaksu. To miasto, które nigdy nie zasypia i zawsze wyzwala emocje. Pozostawia przy tym swobodę wyboru: można je pokochać lub znienawidzić, ale nie można pozostać obojętnym.
Buty trekkingowe – co trzeba o nich wiedzieć?

temu

Wybór odpowiednich butów to nie jest łatwa sprawa. Na rynku jest wiele modeli, co sprawia, że trudno jest podjąć odpowiednią decyzję, tym bardziej, że buty trekkingowe nie są tanie, ale odpowiednio dobrane posłużą wiele lat.
Laserowy paintball w zamian za makulaturę

temu

Białostocki klub Lastag, który oferuje nietuzinkową rozrywkę jaką jest  laserowy paintball, z początkiem października rozpoczął akcję zbiórki makulatury skierowaną do białostockich szkół. Dochód  ze sprzedaży surowca wtórnego zostanie przeznaczony na wsparcie Podlaskiego Hospicjum Dziecięcego, które właśnie rozpoczęło swoją działalność.
Bestie pokażą pazury? W sobotę mecz z KS Warszawianka

temu

Po drugiej kolejce Bestios Białystok zajmują trzecie miejsce w tabeli II ligi piłki ręcznej mężczyzn, udowadniając, że będą się liczyć w tegorocznych rozgrywkach. Przed drużyną trudny mecz z KS Warszawianka. Bestie rozegrają go w sobotę w Białymstoku. Potrzebują 8 zawodnika – kibiców.
Na Twój adres e-mail została wysłana prośba o potwierdzenie subskrypcji.
Potwierdzając subskrypcję wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych w celu otrzymywania treści publikowanych w serwisie.